Avada Car Dealer News

Pewnie nie raz zerkaliście na znaczek na masce i myśleliście sobie – „ładny konik” albo „fajna gwiazdka”. Ale za każdym z tych symboli kryje się historia, która momentami brzmi jak scenariusz filmowy. Piloci myśliwców, pocztówki z końca XIX wieku, zodiak i kłótnia o sprzęgło – zapraszam na wycieczkę po najbardziej rozpoznawalnych logotypach świata motoryzacji.

Przyznam się szczerze – sam przez lata nie zastanawiałem się specjalnie nad tym, skąd wzięły się poszczególne emblematy. Koń na Ferrari? No jasne, bo szybki. Byk na Lambo? Bo mocny. Gwiazda Mercedesa? Bo… ładnie wygląda na masce. Dopiero gdy kiedyś na jednym z eventów motoryzacyjnych (swoją drogą, fajnie było – ale o tym innym razem) zagadnął mnie o to kolega dziennikarz, uświadomiłem sobie, że te historie są cholernie ciekawe. I że warto je Wam opowiedzieć.

Cavallino Rampante, czyli skąd koń na Ferrari

Zacznijmy od króla – bo chyba nikt nie zaprzeczy, że logo Ferrari to jeden z najbardziej rozpoznawalnych symboli na planecie. Czarny wierzgający koń na żółtym tle. Proste. Eleganckie. I totalnie nieprzewidywalne pod względem genezy.

Cała historia zaczyna się nie od samochodów, a od… lotnictwa. Francesco Baracca był włoskim pilotem myśliwskim z czasów I wojny światowej, który na kadłubie swojego samolotu malował właśnie wierzgającego konia. Facet był cholernie skuteczny – odniósł 34 zwycięstwa w walkach powietrznych, zanim zginął w 1918 roku. Tragedia, ale symbol przetrwał.

I tu zaczyna się część, która brzmi jak z filmu. Po wygranym wyścigu na torze Savio w okolicach Ravenny w 1923 roku, Enzo Ferrari spotkał rodziców Baraccy – hrabinę Paolinę i hrabiego Enrico. Hrabina zaproponowała mu, żeby umieścił wizerunek konia jej syna na swoich samochodach, bo przyniesie mu szczęście. Enzo posłuchał – koń musiał pozostać czarny, a tło przyjęło kanarkowo żółty kolor Modeny, rodzinnego miasta Ferrariego.

Zresztą, sam symbol nie trafił od razu na auta drogowe. Logo zadebiutowało w 1947 roku na Ferrari 125 S, pierwszym drogowym modelu marki. Enzo współpracował z grawerem Eligio Gerosą z Mediolanu, a wytyczne były jasne – minimalna liczba krzywizn (bo kojarzyły mu się z Bugatti) i koń patrzący zawsze w lewą stronę. Od tamtej pory logo praktycznie się nie zmieniło. I chyba dobrze – bo po co ruszać coś, co jest doskonałe?

Cztery pierścienie Audi – gdy kryzys zmusza do współpracy

Przeskok z Włoch do Niemiec. Audi i jego cztery pierścienie to chyba najczęściej źle interpretowany symbol w motoryzacji. Nie, to nie jest nawiązanie do olimpiady (choć przyznaję, skojarzenie nasuwa się samo). I nie, nie symbolizuje czterech kół samochodu.

Odpowiedź jest dużo bardziej przyziemna, a zarazem fascynująca. W czerwcu 1932 roku, w samym środku kryzysu gospodarczego, cztery niemieckie firmy motoryzacyjne połączyły siły: Audi, DKW, Horch i Wanderer, tworząc Auto Union AG. Każdy pierścień symbolizuje jedną z tych marek. Tyle. Ale za tą prostotą kryje się geniusz.

Ciekawostka – każda z marek miała przypisany oddzielny segment rynku, żeby sobie nawzajem nie wchodzić w drogę. DKW robiło motocykle i małe auta, Wanderer zajmowało się klasą średnią, Audi odpowiadało za segment wyższy, a Horch tworzył limuzyny dla najbogatszych. Sprytne rozwiązanie, takie typowo niemieckie – uporządkowane, logiczne, bez zbędnych emocji.

Swoją drogą, sama nazwa „Audi” też ma fajną historię. August Horch (założyciel) musiał zmienić nazwę swojej firmy po tym, jak odszedł z… własnej firmy Horch (długa historia). Wpadł na pomysł, żeby przetłumaczyć „Horch” (co po niemiecku znaczy „słuchaj”) na łacinę. I tak narodziło się „Audi”. Proste? Genialne.

Logo ewoluowało przez lata – od pierścieni z emblematami poszczególnych marek w środku, przez wersje z napisami, aż po dzisiejsze minimalistyczne cztery czarne kontury. Ale idea – jedność czterech firm – przetrwała niemal sto lat. I nadal klei się do masek aut w Ingolstadt.

Gwiazda Mercedesa – pocztówka, która zmieniła świat

Dobra, teraz Mercedes-Benz i ta słynna trójramienna gwiazda. Historia powstania tego symbolu jest tak nieprawdopodobna, że gdyby ktoś ją wymyślił na potrzeby kampanii reklamowej, nikt by nie uwierzył.

Synowie Gottlieba Daimlera – Paul i Adolf – wpadli na pomysł gwiazdy po tym, jak ich ojciec oznaczył kiedyś na pocztówce przedstawiającej miasto Deutz lokalizację rodzinnego domu właśnie takim symbolem. Z pocztówki. Serio. Jedno z najbardziej rozpoznawalnych logo na świecie powstało, bo facet zaznaczył gwiazdką, gdzie mieszka. Czasem nie trzeba agencji brandingowej za miliony – wystarczy sentymentalny tata i poczta.

Trzy ramiona gwiazdy mają jednak głębsze znaczenie. Symbolizują ambicję Daimlera, by jego silniki napędzały pojazdy na lądzie, wodzie i w powietrzu. I muszę przyznać – cholernie prorocze to było, bo silniki Daimlera rzeczywiście trafiły wszędzie. W 1909 roku firma DMG złożyła wniosek patentowy na trójramienną gwiazdę, a cała sprawa nabrała rozpędu.

Ale to nie koniec. Do historii dochodzi jeszcze wątek z drugą firmą – Benz & Cie. – która miała swój własny symbol: wieniec laurowy. W 1926 roku, po fuzji obu firm, trójramienną gwiazdę Daimlera otoczono wieńcem laurowym Benza i tak powstał emblemat, który z drobnymi modyfikacjami przetrwał do dziś.

A skąd w ogóle nazwa „Mercedes”? Austriacki biznesmen Emil Jellinek użył imienia swojej córki – Mercédès – do nazwania samochodów, które zamawiał w DMG. Córka jako inspiracja dla nazwy marki wartej dziś ponad 50 miliardów dolarów… no nieźle.

Swoją drogą – gwiazda na masce Mercedesa początkowo pełniła też funkcję praktyczną, bo służyła jako korek wlewu cieczy chłodzącej. Forma podążająca za funkcją, jak powiedzieliby designerzy. Albo po prostu sprytni Niemcy, którzy potrafili połączyć marketing z inżynierią.

Byk Lamborghini – zodiak, charakter i kłótnia z Enzo

A teraz moja ulubiona historia. Lamborghini i ten złoty byk na czarnej tarczy. Powszechnie mówi się, że Ferruccio Lamborghini umieścił byka w logo, bo urodził się pod tym znakiem zodiaku. To prawda – urodził się 28 kwietnia, czyli faktycznie był zodiakalnym Bykiem. Ale to zaledwie jeden z trzech powodów.

Gdy Ferruccio zlecił zaprojektowanie logo grafikowi Paolo Rambaldiemu i ten zapytał go o charakter, Lamborghini odpowiedział, że jest „tamugno” – co w lokalnym dialekcie oznacza „uparty i silny jak byk”. Do tego dochodzi trzeci wątek – Ferruccio uwielbiał oglądać walki byków i od lat przyjaźnił się z Don Eduardo Miurą, legendarnym hodowcą byków bojowych. Tak na marginesie – zgadnijcie, po kim nazwano model Miura…

I jest jeszcze ten genialny kontekst rywalizacji z Ferrari. Ferruccio najpierw zarobił fortunę na traktorach (tak, traktorach!), potem kupił sobie Ferrari, był niezadowolony ze sprzęgła, poszedł się pokłócić z Enzo, a ten go podobno skrytykował, że producent ciągników nie ma prawa pouczać go o sportowych autach. Reszta to historia – Lamborghini postanowił zbudować lepsze GT od Ferrari. I byk na tarczy miał być takim symbolicznym „pstryknięciem w nos” skierowanym prosto do Maranello.

Zresztą, nazwy wielu modeli Lamborghini nawiązują do byków lub corridy – Miura to nazwa rasy byków, Diablo to legendarny byk z XIX wieku, Murciélago przetrwał 24 ciosy szpadą na arenie i został ocalony (co za historia!), a Aventador zasłynął na korridzie w Saragossie. Nawet Urus to nic innego jak przodek współczesnego byka. Konsekwencja, jakiej można pozazdrościć.

Porsche, BMW i reszta – skrótowo, bo mogę się rozgadać

Skoro już jesteśmy przy temacie, to wspomnę jeszcze o kilku logach, które regularnie widzę na samochodach w naszej flocie Trofeo albo na eventach.

Porsche – herb Stuttgartu z koniem pośrodku i porożami jeleni z historycznego herbu Wirtembergii. Ferdinand Porsche podobno sam narysował pierwszą wersję na serwetce podczas lunchu w Nowym Jorku. Prawda czy legenda? Nie wiem, ale brzmi wystarczająco dobrze, żeby powtarzać.

BMW – i tu muszę obalić mit, który powtarza się od lat. Nie, okrągłe logo z niebieskim i białym segmentem NIE przedstawia obracającego się śmigła samolotu. To barwy Bawarii – niebieski i biały – wpisane w okrąg, który nawiązuje do logo firmy Rapp Motorenwerke, poprzedniczki BMW. Oczywiście BMW rzeczywiście produkowało silniki lotnicze i pewnie dlatego ta śmigłowa legenda tak dobrze się trzyma. Ale fakty są brutalne.

Alfa Romeo – to chyba najbardziej skomplikowane logo w motoryzacji. Czerwony krzyż z herbu Mediolanu po jednej stronie, a po drugiej… wąż pożerający człowieka (albo Saracena, zależy którą wersję historii preferujecie). Symbol rodu Viscontich, dawnych władców Mediolanu. Każdy, kto widzi to logo po raz pierwszy, ma chwilę zastanowienia – i słusznie, bo to naprawdę dziwaczne jak na emblemat samochodu. Ale cholernie charakterystyczne.

Nie tylko ładne obrazki

Jak widzicie, loga samochodowe to coś znacznie więcej niż ładna grafika na masce. To skondensowane historie – o ludziach, ich ambicjach, przyjaźniach, rywalizacjach i momentach, w których jedna decyzja zmieniała wszystko. Pilot myśliwca, którego matka spotkała młodego Enzo na torze. Ojciec, który rysował gwiazdki na pocztówkach. Producent traktorów, który pokłócił się z legendą i powiedział „zrobię to lepiej”.

Następnym razem, gdy będziecie stać przed autem z naszej floty w Trofeo i zerkniesz na emblemat – wiesz już, co za nim stoi. A jeśli chcecie nie tylko popatrzeć, ale też poczuć, jak to jest siedzieć za kierownicą auta z takim logo na masce… no cóż, wiecie gdzie nas szukać ;)

Sprawdźcie naszą ofertę i sami przekonajcie się, że te historie najlepiej przeżywa się za kierownicą. Zapewniam, nie będziecie żałować.