Avada Car Dealer News

Beskidy to nasz lokalny Stelvio. Bez tych alpejskich panoram, owszem, ale za to tuż za miedzą – w pół godziny od katowickiej obwodnicy potraficie być w sercu zakrętów, których nie powstydziłby się niejeden europejski roadtrip. Zebrałem dla Was dziesięć tras, na które warto wyciągnąć z garażu coś z większą liczbą koni pod maską niż służbowy diesel.

Przyznam się szczerze – długo myślałem, że żeby naprawdę poczuć, co potrafi sportowy samochód, trzeba lecieć na włoską riwierę albo planować weekend gdzieś w okolicach Furka i Stelvio. Nieprawda. Mieszkam w tym regionie kawał życia i ciągle mnie zaskakuje, ile świetnych dróg mamy w naszym województwie. Beskid Śląski, Żywiecki, Mały, do tego Jura Krakowsko-Częstochowska – każdy z tych obszarów to inny świat, każdy ze swoim charakterem. Jednego dnia jeździsz serpentynami przez świerkowe lasy, drugiego mijasz ruiny średniowiecznych zamków na białych skałach. I co najlepsze – nie musisz wstawać o czwartej rano, żeby tam dotrzeć.

Dobra, dość gadania. Ruszamy.

1. Pętla Beskidzka – klasyka, której nikt nie znudzi

Zacznijmy od pozycji obowiązkowej. Wisła – Istebna – Koniaków – Jaworzynka – Trójstyk granic – i z powrotem przez Brenną. Mniej więcej 60-70 kilometrów (zależnie od tego, gdzie sobie zboczycie), w samym sercu Beskidu Śląskiego, po drogach DW 941 i DW 943. To jest ta trasa, którą każdy lokalny petrolhead zna na pamięć – i nie bez powodu.

Zakręty są tu naprawdę różnorodne: szybkie, łagodne łuki w stronę Istebnej, gdzie można dać autu odetchnąć, ostrzejsze szpilki w okolicach Koniakowa, a potem już prawdziwy taniec w Jaworzynce. Co jakiś czas mijam tu chłopaków na motocyklach albo grupkę 911-ek wracających z weekendowej wycieczki – to mówi samo za siebie. Najlepiej jechać tu wcześnie rano albo poza sezonem, bo latem turyści w autobusach potrafią trochę popsuć humor. PS. uważajcie na nieoznaczone radiowozy – lokalna policja zna te trasy lepiej niż my i wie, gdzie się ustawić.

2. Przełęcz Salmopolska (DW 942) – Wasz lokalny Stelvio

Jeśli mam wybrać jedną drogę, której nie pokażę żadnemu znajomemu, dopóki nie obiecam mu, że potem zjemy razem obiad… to właśnie ta. Niby krótka – bo to raptem 12 kilometrów między Wisłą a Szczyrkiem – ale każdy z tych kilometrów to konkretna porcja zakrętów. Serpentyna goni serpentynę, asfalt jest w przyzwoitym stanie (z rzadkimi wyjątkami po surowej zimie), widoczność na łukach lepsza niż w wielu alpejskich przełęczach.

Wjazd od strony Wisły to powolne nabieranie wysokości i krótkie odcinki proste. Gdzieś w połowie zaczyna się prawdziwa zabawa – droga pnie się ostrymi serpentynami, a Wy macie okazję sprawdzić, czy Wasz daily naprawdę umie zawracać, czy tylko udaje. Na samej przełęczy jest parking i punkt widokowy – koniecznie zatrzymajcie się chociaż na pięć minut. Kawa w pobliskim barze nie jest może z włoskiej palarni, ale za to widok na Klimczok wynagradza wszystko.

3. Droga na Korbielów (DW 945) – w cieniu Pilska

Z Żywca przez Jeleśnię w stronę Korbielowa wjeżdżacie w trochę inny świat. Tu Beskidy są wyższe, dziksze, mniej zabudowane. Trasa od Żywca do granicy ze Słowacją to jakieś 30 kilometrów drogi, na której z każdym kilometrem pojawiają się coraz lepsze widoki na masyw Pilska – bądź co bądź, drugiego najwyższego szczytu naszej polskiej części Beskidów.

Sama droga? Mieszanka szybkich, otwartych odcinków, gdzie można zaszaleć z gazem, i krótszych, krętych pasaży. Asfalt zazwyczaj w niezłej formie, ale uwaga – zima czasem zrywa fragmenty nawierzchni, a remonty potrafią trwać miesiącami. Polecam jechać tu latem albo wczesną jesienią, kiedy kolory beskidzkich lasów wynagradzają każdą uciążliwość.

4. Wokół Jezior Beskidu Małego (DW 948) – wodna pętla z górską przyprawą

Beskid Mały to taki nieoczywisty bohater regionu – wszyscy jeżdżą do Wisły albo do Szczyrku, a on sobie cicho pracuje gdzieś z boku. A szkoda, bo trasa wokół Jeziora Międzybrodzkiego i Żywieckiego to jedna z piękniejszych pętli w okolicy. DW 948 prowadzi Was z Żywca przez Tresnę, potem nad Jeziorem Międzybrodzkim, dalej do Porąbki i z powrotem przez Kęty.

Co tu się dzieje, że warto? Po pierwsze – woda. Po lewej macie tafle jeziora, po prawej zalesione zbocza góry Żar. Po drugie – drogi. Wąskie, kręte, z asfaltem, który czasem przypomina, że gminne budżety mają swoje granice (znajdą się fragmenty, gdzie sportowe felgi muszą jechać ostrożnie), ale za to bez tłumów i bez wycieczek autokarowych. Wieczorem, gdy słońce zachodzi nad Żarem, jest to droga, która ratuje cały tydzień.

5. Trasa Orlich Gniazd – kiedy chcecie czegoś zupełnie innego

A teraz coś z drugiej strony województwa. Jura Krakowsko-Częstochowska to zupełnie odmienny krajobraz – żadnych świerków, żadnych serpentyn pnących się w niebo. Za to białe wapienne skały wybijające się z lasów liściastych, ruiny średniowiecznych zamków co kilkanaście kilometrów i drogi, które nie są aż tak techniczne, ale za to prowadzą Was przez pejzaże, jakich nie znajdziecie nigdzie indziej w Polsce.

Klasyczna pętla? Ogrodzieniec (z imponującymi ruinami zamku) Bobolice (świetnie odbudowany zamek) Mirów (ruiny, ale niesamowita atmosfera) Olsztyn pod Częstochową. To około 60 kilometrów, idealna formuła na popołudniowy wypad. Zresztą kto choć raz widział wschód słońca nad Mirowem, ten wie, o co biega – to wygląda trochę jak plan filmowy do „Wiedźmina”, a Wy jesteście tym gościem z otwartymi oknami i V8 pod maską.

6. Złoty Potok i Park Krajobrazowy Orlich Gniazd – zielona Jura, której prawie nikt nie zna

Skoro już jesteśmy w Jurze, to trasa, której nie znajdziecie w typowych przewodnikach. Z Janowa do Złotego Potoku, dalej przez Park Krajobrazowy Orlich Gniazd w stronę Olsztyna – to są naprawdę zaciszne drogi, gdzie samochód spotykacie raz na pięć minut. Asfalt nie zawsze najwyższych lotów, ale pejzaż… stare dęby, łąki, w oddali wapienne ostańce. Trochę jak Toskania, tylko bez pałaców i z tańszą benzyną.

Zatrzymajcie się przy Pstrągarni w Złotym Potoku – kawałek historii (Krasiński, Żmichowska, te sprawy), naprawdę dobre pstrągi i miejsce, w którym auto wygląda dobrze na każdym zdjęciu.

7. Dolina Wisły z Cieszyna do Wisły (DW 941) – wjazd w góry powolnymi łykami

Tę trasę uwielbiam za to, że można ją robić jako rozgrzewkę przed cięższymi atrakcjami. Z Cieszyna ruszacie przez Skoczów, Ustroń, w końcu do Wisły. Asfalt jest w bardzo dobrym stanie (to droga uczęszczana, więc dba się o nią), zakręty łagodne, a po lewej i prawej macie panoramę Beskidu Śląskiego. Idealne, gdy chcecie po prostu jechać i posłuchać silnika, bez napinania się na każdym wirażu.

Bonus: po drodze mijacie sporo miejsc na kawę. Cieszyn ze swoim klimatem starówki, kawiarnie w Ustroniu, restauracje w Wiśle – wybór jest. Mała rada: w weekendy potrafi być korek, więc jeśli chcecie pojeździć, ruszajcie wcześnie rano.

8. Wokół Zalewu Goczałkowickiego – Beskidy z dystansu

Coś dla osób, które wolą równe drogi, ale chcą widoków. Z Pszczyny przez Goczałkowice, dalej w stronę Strumienia i Skoczowa – to jest płaski Śląsk, z bardzo dobrym asfaltem, niewielkim ruchem (poza weekendami) i pełną panoramą Beskidów na horyzoncie. Latem, kiedy pola żółkną od rzepaku, robi się tu naprawdę nieźle.

To nie jest droga do walenia gazu i sprawdzania granic samochodu – to trasa do delektowania się płynnością prowadzenia, do otwarcia okien i posłuchania, jak silnik pracuje na dziewięćdziesięciu kilometrach na godzinę. Wybierzcie się tu o świcie albo o zachodzie słońca – wtedy zalew Goczałkowicki w blasku światła wygląda jak włoska laguna. Tylko bez ośmiornic.

9. Brenna i Górki Wielkie – sentymentalna pętla

Krótka, ale jedna z tych, które robię chyba najczęściej. Z Górek Wielkich (gdzie kiedyś mieszkała Zofia Kossak, dla zainteresowanych historią) jedziecie do Brennej, a potem albo wracacie do Skoczowa, albo dalej Salmopolską do Szczyrku. Droga przez Brenną to zaledwie kilkanaście kilometrów, ale prowadzi przez wąskie doliny, dzięki czemu macie wrażenie wjeżdżania w górski kanion. Latem chłodniej niż na nizinach, zimą – śnieg, którego nie widzicie w Katowicach.

Nie powiem Wam, że to jakieś rajdowe wyzwanie. To raczej droga do siadania głębiej w fotelu i czerpania z niej radości na luzie. Z dobrym pasażerem do rozmowy i odpowiednią playlistą – bezbłędnie.

10. Park Krajobrazowy „Cysterskie Kompozycje Krajobrazowe Rud Wielkich” – leśna alternatywa

Na koniec coś z zachodniej części województwa, o której większość ludzi w ogóle nie wie. Park Krajobrazowy między Rudami a Raciborzem to ogromny kompleks lasów, jezior i starych alei, przez który prowadzą zaskakująco proste, równe drogi. Po dynamice Beskidów to zupełnie inny świat – trasa od Rud w stronę Pilchowic albo Raciborza to kilkanaście kilometrów spokojnej, leśnej jazdy, gdzie naprawdę można odpocząć.

To trasa dla ludzi, którzy mają już dość zakrętów. Albo dla pasażerów, których zmęczyło Wasze popisywanie się na Salmopolskiej. Albo dla pochmurnych dni, kiedy Beskidy są w chmurach i nic się tam nie zobaczy. Tak na marginesie – pocysterski klasztor w Rudach też wart zatrzymania, jeśli ktoś lubi takie klimaty.

Czym najlepiej te trasy pokonać?

To zależy od Waszego nastroju. Jeśli chcecie atakować Salmopolską albo Pętlę Beskidzką, to w grę wchodzi cokolwiek z dobrą zwrotnością i odpowiednim zapasem mocy – Porsche 911, BMW M3, M4, Audi RS3 albo coś z włoskiej szkoły, gdzie wydech robi popcorn na każdej redukcji. Na trasy bardziej krajobrazowe – Jurę, Goczałkowice, leśne drogi koło Rud – świetnie się sprawdzi cabrio, jeśli pogoda dopisze. Mustang z otwartym dachem nad zalewem Goczałkowickim w zachodzącym słońcu? Wyobraźcie sobie tę scenę raz, a będziecie ją wspominać do końca tygodnia.

Jeżeli sami nie macie pod ręką auta, które naprawdę Was rozbawi na takich drogach, to zajrzyjcie do nas. W Trofeo mamy do wyboru sporo modeli stworzonych jak ulał do takich tras – od ostrego BMW M4 po klasyczne Porsche 911 i Mustanga GT Cabrio na tę bardziej leniwą, krajobrazową jazdę. Ceny startują już od kilkuset złotych za dobę, a satysfakcja z dobrze przejechanej Salmopolskiej jest gratis. Zapewniam, nie będziecie żałować. ;)

Na koniec

Co tu dużo mówić – Śląsk to nie jest region, który kojarzy się z motoryzacyjnym rajem na pierwszy rzut oka. Ale kiedy się człowiek rozejrzy, okazuje się, że mamy tu wszystko: alpejskie serpentyny w Beskidach, tarasy widokowe nad jeziorami, jurajskie skały i ruiny zamków, leśne trakty, równe drogi z panoramą gór. Kilkanaście kilometrów od Katowic – i jesteście w innym świecie.

Spakujcie się, weźcie kawę na drogę, sprawdźcie ciśnienie w oponach i ruszajcie. Może spotkamy się gdzieś na Salmopolskiej – jak mnie rozpoznasz, to ten który właśnie wyszedł z zakrętu odrobinę za szybko :P