Avada Car Dealer News

 

Są samochody, które po prostu lubisz. I są takie, które wchodzą Ci pod skórę, zostawiają ślad i nie dają o sobie zapomnieć jeszcze długo po tym, jak oddasz kluczyki. BMW M4 Competition xDrive należy zdecydowanie do tej drugiej kategorii – i przyznam się szczerze, nie spodziewałem się, że zasygnalizuje mi to tak dobitnie.

Te nerki… no dobra, pogadajmy o tym

Zacznijmy od słonia w pokoju. Tak, wiem – grill. Te ogromne, pionowe „nerki” G82 od premiery w 2020 roku dzielą ludzi jak mało co w motoryzacji. Jedni kochają, drudzy nienawidzą, a internetowi komentatorzy do dziś nie mogą się uspokoić. Sam początkowo byłem sceptyczny (delikatnie mówiąc), ale na żywo, w całym kontekście tego nadwozia… jakoś to działa. Szczególnie w ciemnych kolorach, gdzie grill wtapia się w resztę przedniego zderzaka i nie krzyczy tak agresywnie.

A poza nerkami? Reszta samochodu jest po prostu pięknie agresywna. Szerokie, muskularnie rozdęte błotniki, które wyglądają jak ramiona strongmana w zbyt ciasnej koszulce. Nisko osadzony profil, który nawet na parkingu przed Biedronką wygląda jakby za chwilę miał wyruszyć na Nordschleife. Końcówki wydechu – cztery solidne tuby, z których (po aktywowaniu sportowego trybu wydechu) wydobywają się dźwięki, o których za chwilę. Z tyłu po liftingu pojawiły się smuklejsze lampy nawiązujące do M4 CSL i muszę przyznać – pasują wybitnie. Całość robi wrażenie samochodu droższego niż jest w rzeczywistości, a to zawsze plus.

W kokpicie: między torem a salonem

Otwieram drzwi i od razu czuję, że to nie jest zwykła „czwórka” z pakietem M Sport. Wygodne kubełkowe fotele, skóra Nappa, wentylacja, podgrzewanie – pełen luksus w opakowaniu, które trzyma Cię w miejscu przy 1.3G na zakręcie. Prawdziwa poezja.

Kierownica grubiutka, świetnie leży w dłoniach. Na niej dwa czerwone przyciski M1 i M2, pod którymi możesz zapisać swoje ulubione konfiguracje – od komfortowego cruisingu po pełny atak z wyłączonym ESP i napędem na tył. Swoją drogą, sam fakt, że BMW pozwala w samochodzie z xDrive przełączyć się w tryb 2WD (czyli czysty tylny napęd), zasługuje na szacunek. To taki ukłon w stronę purystów, którzy na hasło „M4 z napędem na cztery koła” dostają nerwowego tika.

Ekran działa sprawnie, choć przyznam – tęsknię za fizycznymi pokrętłami klimatyzacji, które zniknęły na rzecz dotykowych paneli. Cóż, uroki współczesnych aut. System multimedialny za to reaguje szybko, Apple CarPlay łączy się bezprzewodowo, a nagłośnienie Harman Kardon gra naprawdę przyzwoicie – choć przy otwartych klapach wydechu i tak niczego nie usłyszysz.

Z tyłu? Jakoś się zmieścisz. Jakoś

Dobra, nie będę koloryzował – BMW M4 to w teorii samochód czteromiejscowy, ale tylna kanapa to raczej miejsce na plecak, kurtkę i ewentualnie bardzo cierpliwego pasażera na krótki przejazd po mieście. Przestrzeni nad głową jest tyle co kot napłakał, a wejście przez przechylony fotel przypomina grę w Twistera. Ale hej – to jest sportowe coupé z silnikiem 510 KM, nie rodzinny van. Kto kupuje M4 dla wygody z tyłu, ten chyba pomylił salony.

Bagażnik za to pozytywnie zaskakuje – 440 litrów to wynik, który pozwala zabrać dwie walizki na weekend albo porządne zakupy. Otwór załadunkowy mógłby być trochę większy, ale ogólnie jak na coupé – naprawdę dobrze.

510 koni pod maską i żadne z nich nie chce stać w stajni

No i dochodzimy do serca tego samochodu. Silnik S58 – 3-litrowa rzędowa szóstka z podwójnym turbodoładowaniem, która w tej edycji na 50-lecie BMW Motorsport generuje 510 KM i 650 Nm momentu obrotowego. Dla kontekstu – to więcej niż miało pierwszne E39 M5 z V8 i więcej niż mnóstwo supersamochodów sprzed dekady. A to „tylko” sześciocylindrowiec.

Moc trafia przez 8-biegowy automat M Steptronic na wszystkie cztery koła (lub tylko tylne, jeśli jesteś odważny i masz suchy asfalt). Skrzynia ma trzy tryby pracy – od komfortowego, leniwego zmieniania biegów po wściekłe, strzelajace piorunami przełożenia w Sport Plus. W tym ostatnim trybie kickdowny są tak gwałtowne, że głowa sama odchyla się do tyłu. Dokładnie tego oczekiwałem.

Powoli zbliżamy się do clou programu

Pierwsze wciśnięcie gazu na prostej i… banan nie schodzi z twarzy. Serio. To auto przyspiesza z taką furią, że 3,5 sekundy do setki to nie jest sucha liczba z folderu – to jest fizyczne doświadczenie, które czujesz w żołądku, w kręgosłupie i w szeroko otwartych oczach. System xDrive tak skutecznie przenosi moc na asfalt, że koła praktycznie nie tracą przyczepności. Launch control działa z chirurgiczną precyzją – wciskasz hamulec, dajesz pełny gaz, puszczasz hamulec i nagle jesteś gdzie indziej. Jak teleportacja, tylko głośniejsza.

A propos głośności – ten wydech to osobna historia. W trybie Comfort silnik mruczy kulturalnie, jak przystało na bawarski GT. Ale wystarczy przełączyć na Sport Plus i otworzyć klapy, żeby z tych czterech tub wydobył się dźwięk, który jest gdzieś między warkotem F1 a rykiem rozwścieczonego niedźwiedzia. Przy redukcjach strzela popcornem tak intensywnie, że przechodnie odwracają głowy. Nie jest to może tak organiczne jak wolnossący V8 z dawnych czasów, ale jak na turbodoładowaną szóstkę – po prostu kosmos.

Zresztą, prawdziwy charakter M4 objawia się dopiero na krętych drogach. Układ kierowniczy jest precyzyjny i daje sporo informacji zwrotnej – nie jest może tak gadatliwy jak w starych M3 z hydraulikiem, ale na tle współczesnej konkurencji wypada naprawdę dobrze. Auto wchodzi w zakręty z pewności, która buduje zaufanie – czujesz, że pod spodem jest naprawdę sztywna struktura z dodatkowymi wzmocnieniami.

W trybie 4WD Sport większość mocy trafia na tył, co daje delikatne, kontrolowane nadsterowne tendencje na wyjściu z zakrętu. Piekielnie satysfakcjonujące uczucie. A jeśli ktoś jest na tyle szalony (albo na tyle dobry), żeby przełączyć w tryb 2WD na torze… no cóż, wtedy M4 pokazuje pazurki na poważnie i wymaga szacunku. 510 koni na tylnej osi przy prawie 1800 kg masy własnej to nie jest żart.

Aktywny dyferencjał M z tyłu pracuje rewelacyjnie – rozprowadza moment między tylnymi kołami z taką inteligencją, że auto rotuje niemal naturalnie, bez szarpnięć czy niespodzianek. Świetne rozwiązanie.

Ile pali BMW M4 Competition xDrive?

Tak na marginesie, pewnie czekacie na tę część z nadzieją, że usłyszycie „a jest całkiem oszczędne”. No nie jest. Ale czy ktoś kupuje M4 dla spalania?

W spokojnej, miejskiej jeździe komputer pokazywał mi okolice 12-13 l/100 km. Przy mieszanej trasie, bez specjalnego oszczędzania, średnia krążyła koło 10-11 litrów. Natomiast przy dynamicznej jeździe (a kto by się powstrzymywał w tym aucie?) zużycie potrafiło skoczyć do 16-18 litrów. Bak mieści 59 litrów, więc przy spokojnej jeździe realny zasięg to jakieś 450-500 km. Przy zabawie – znacznie mniej. Ale jak ktoś chce ecodrivingu, niech kupi Corolle w hybrydzie. Tu chodzi o coś zupełnie innego.

Zawieszenie: kompromis, którego nie żałujesz

Adaptacyjne amortyzatory M oferują naprawdę szerokie spektrum – od zaskakująco komfortowego trybu Comfort, który łyka większość nierówności, po twardy jak kamień Sport Plus, który na polskich drogach potrafi zrobić z Twojego kręgosłupa akordeon. Jak dla mnie złoty środek to tryb Sport na zawieszeniu i Sport Plus na silniku, ale to kwestia gustu.

Hamulce zasługują na osobne zdanie – sześciotłoczkowe zaciski Brembo z przodu, nawiercane tarcze, czujesz je od pierwszego muśnięcia pedału. Pewne, progresywne, bez oznak zmęczenia nawet po agresywnej jeździe. Kto chce jeszcze więcej, ten może dopłacić do karbon-ceramików, ale na drodze publicznej to trochę jak kupowanie karabinu na polowanie na kaczki.

Ile to kosztuje i czy warto?

Nowe BMW M4 Competition xDrive to wydatek rzędu 450-500 tysięcy złotych w salonie, a z porządnym wyposażeniem (kubełki karbonowe, ceramiki, pakiet M Driver’s z Vmax 300 km/h) można spokojnie przekroczyć pół miliona. To sporo pieniędzy – ale na tle Porsche 911 czy Mercedesa AMG C 63 S E Performance, M4 wypada cenowo wręcz rozsądnie. Oczywiście, „rozsądnie” to pojęcie bardzo względne, gdy mówimy o samochodach sportowych za pół bańki.

I tu dochodzimy do najlepszej części. Nie musicie brać kredytu, żeby poczuć, jak M4 Competition xDrive przyspiesza, jak brzmi ten wydech, jak klei się do asfaltu w zakrętach. Wystarczy, że zajrzycie do nas – nasz egzemplarz to limitowana edycja na 50-lecie BMW Motorsport, 510 KM, pełne wyposażenie, karbonowy wał napędowy, kubełki z wentylacją i podgrzewaniem, Harman Kardon i aktywny wydech z klapami. Wszystko, co powinno mieć prawdziwe M.

BMW M4 Competition xDrive – wynajem już od 1400 zł za dobę. Zapewniam – nie będziecie żałować ;)

Podsumowując, chyba mogę to wreszcie powiedzieć

BMW M4 Competition xDrive to samochód, który potrafi być jednocześnie komfortowym Gran Turismo na trasie Katowice–Kraków i bezkompromisową maszyną na torze, w której trzymasz się kubełków jakby od tego zależało Twoje życie. Tak, jest ciężkie. Tak, te nerki nie każdemu się podobają. Tak, z tyłu jest ciasno. Ale to auto ma coś, czego nie da się zmierzyć w danych technicznych – charakter, który sprawia, że za każdym razem, gdy przekręcasz kluczyk (no dobra, wciskasz przycisk Start), czujesz dreszczyk emocji. A o to chyba w tym całym hobby chodzi. Silnik S58 to arcydzieło współczesnej inżynierii, napęd xDrive dodaje trakcji bez odbierania frajdy, a cała reszta – zawieszenie, hamulce, skrzynia – gra jak jeden spójny orkiestr. Nasze serce skradł. I chyba nie oddamy go łatwo.